[ Stowarzyszenie Architektów Polskich - Oddział Białystok ]
LIST OTWARTY PREZESA SARP ODDZIAŁ W BIAŁYMSTOKU
')"/>
')"/>
')"/>
')"/>
')"/>
Centrum miasta musi żyć. Z Zenonem Zabagło rozmawia Kurier Poranny. dodano: 2008-07-28 17:48:07

Obserwator, 18 LIPCA 2008,    

Centrum miasta musi żyć 

Z architektem Zenonem  Zabagło rozmawia  Aneta Boruch

Obserwator - Aneta Boruch: Czy Pan wie, co się teraz w Białymstoku nazywa „kamienną pustynią”?

Zenon Zabagło z Atelier Zetta, które stworzyło koncepcję rynku miejskiego w Białymstoku: Nie mam pojęcia oczywiście (śmiech).

Obserwator:  Nasz piękny plac miejski.

ZZ – Plac miejski to dzieło jeszcze nieskończone. W dodatku szarpane przez wielu doradców i zauszników. Mamy cały czas stan przejściowy.

Obserwator:  To ile procent pana koncepcji rynku jest teraz zrealizowane?

ZZ – Powierzchniowo jedna trzecia. Z koncepcji, wielokrotnie zmienianej, została faktycznie pustynia kamienna, którą nawet piesi omijają, chodząc jedynie wzdłuż fasady z Desą i Wedlem, ewentualnie siadając teraz na ławeczkach. Należy tam wprowadzić umeblowanie, o co cały czas toczy się walka między urbanistami, plastykiem miejskim, mną a potrzebami inwestora. Nawet ławki, które powinny stanowić miejsce odpoczynku dla pieszych, są tematem długich, ciągnących się rozmów.

Obserwator:  Jak Pan ocenia bóle, w których plac miejski się rodzi?

ZZ – Tak naprawdę pozytywnie. Czegoś już dokonaliśmy dzięki zdecydowanym działaniom obecnych wladz. Trzeba jednak też wspomnieć o rządach poprzedniej miejskiej ekipy. Bo to właśnie za jej czasów wszystko się zaczęło, hasłem „Deptak Lipowa”. W tej chwili robi się deptak bardziej w kierunku ulicy Suraskiej. Wygraliśmy przetarg w 2005 roku. Sam dopiero od niedawna wiem, że był konkurs na plac miejski i wiele prac studenckich. Co ważne, pomysł przebudowy rynku powstał jeszcze pod ręką pana Chwaliboga, pana Rozumiłowskiego. Odważyliśmy się zrobić ten projekt z naszym zespołem po wcześniejszych doświadczeniach z placami miejskimi w innych miastach. Projektowaliśmy np. rynek w Ostrowi Mazowieckiej, robiliśmy też inwestycję na placu w Suwałkach. To nie było coś, co zrodziło się od razu. Siedział nad tym cały zespół projektowy. Muszę wspomnieć choćby Darka Korzeniewskiego, który pracował tyle samo co ja, bo ja musiałem koncentrować się bardziej na obronie koncepcji, Renatę Gwoździej, Monikę Kuliś. Twórczy wkład wnieśli też projektanci branżowi, m.in Benedykt Kwiatkowski, Maciej Sawicki i Wojciech Grudziński. Nad tą koncepcją na początku pracowało w sferze architektonicznej, historycznej i branżowej kilkanaście osób. Sama strategia tworzenia placu nieustannie mocno się zmienia. Działania z tym związane to sinusoida. Ale teraz jesteśmy już na prostej.

Obserwator:  Co było dla was inspiracją przy tworzeniu koncepcji miejskiego placu?

ZZ
Rynek miejski w Białymstoku jest wyjątkowy, bo trójkątny. Miasto też jest szczególne: bo zieleń, bo jeden z niewielu już ośrodków kojarzących się z Kresami.
Przyjechałem tu zaraz po studiach jako człowiek zupełnie z zewnątrz. Na moim rodzinnym Dolnym Śląsku mamy na rynkach piękne pierzeje, kamieniczki, place z już wcześniej utworzoną otwartą przestrzenią. Pierwszy raz, gdy trafiłem do Białegostoku, dojechałem pociągiem na dworzec. Wychodzę, patrzę, bo nie znałem miasta zupełnie, gdzie tu jest jakieś centrum? Wiedziałem o Pałacu Branickich, wiedziałem, że jest rynek trójkątny, Ratusz interesujący w formie. Ale nigdzie niczego z tych rzeczy nie widać, tylko jakieś budy, no i blokowisko, olbrzymi, paskudny blok równolegle do dworca. Spytałem młodych ludzi wysiadających z pociągu: Słuchajcie, gdzie tu jest rynek? A oni mi odpowiedzieli, lekko zaciągając: A to pójdzie pan z nami, my też idziemy na rynek. No to idę z nimi. Najpierw jakąś ulicą szeroką, później między blokami. Bloki się skończyły, potem między drewnianymi chałupami przez jakieś krzaki przechodzimy i nagle wchodzimy na bazar. Oni do mnie mówią: No to cześć. A ja się ich pytam: No ale mieliście mnie zaprowadzić na rynek. A oni mówią: No jak to, no jest pan na rynku. Ja na to: Ale przecież to jest bazar! A oni: Nie, to rynek, rynek Bema! Ja im tłumaczę: Rynek to jest przestrzeń, gdzie są stare kamieniczki, jest kościół, jest plac reprezentacyjny miasta. A oni mówią: A, to nie rynek, to Rynek Kościuszki!
A teraz
Dokonaliśmy tej mentalnej zmiany w mieście.
I mamy już część reprezentacyjnego placu
m
iejskiego. Placu, który powoli stawać się będzie
w
izytówką miasta - stolicy regionu.

Obserwator:  Wzorowaliście się na innych rynkach miejskich?ZZ  – No tak, na pewno. Bliski memu sercu jest Wrocław, ale i Wałbrzych, a także mały rynek w Krakowie. Na Litwie mamy przecież tak blisko ładne deptaki w Kownie i Pałandze. Były konserwator zabytków Antoni Oleksicki porównał nasz rynek do tego w Sienie. To trafne porównanie. Cały czas żal mi pomysłu wagi miejskiej, z której stworzyliśmy kubaturę wystającą lekko ponad ziemię. Miała to być szklana forma, naśladująca swoim rozstawem wagę miejską, a pod spodem centrum informacji miejskiej i promocji miasta. Została przecież na to stworzona cała dokumentacja techniczna, aż do ostatniego punktu. Prawie że została zatwierdzona, ale, niestety, zanegocjowała ją konserwacja zabytków, ta sama konserwacja, która zniszczyła relikty po wadze miejskiej, też nie chcąc ich pokazać. To, co chcemy zachować dawnego, to akurat nie pozwalają nam zbudować: waga, rzeźby. Posadzka to nie jest tylko nasza improwizacja. Tam jest przecież ukrytych wiele znaczeń i śladów, poczynając od traktu choroskiego. Będzie on zaznaczony w posadzce rynku, jako ślad tego traktu ukryte zostały też koryta odwadniające. Jest też zarys traktu suraskiego, prowadzącego do miasta już nie o takiej wielkości jak kiedyś, ale o wielkiej chwale. Te dwa ciągi będą widoczne w posadzce aż do kościoła farnego. Trzeci wymiar placu teraz jest w rękach właścicieli kamienic wokół niego. Odwołuję się do nich: drodzy właściciele, zróbcie piękne kamienice, odnawiajcie je. Trzeba je rewaloryzować, ewentualnie doszukując się jakichś cech historycznych. Bo po odsłonięciu pierzei ulicy Lipowej wyszły tam tylko same rudery, które chyba nadawałyby się do wyburzenia.

Obserwator:  Jak Pan wspomniał, kilka tych rynków już zrobiliście. Czy inne też rodziły się z takimi oporami jak u nas?

ZZ – No tak. W Ostrowi z naszej koncepcji zbudowano właściwie tylko pomnik księżnej Anny Mazowieckiej z niedużym otoczeniem. A w Łomży na razie są ambitne plany prezydentów dotyczące przebudowy rynku. Pierwszy nasz pomysł w Łomży to było stworzenie piramidy szklanej w miejscu starego ratusza, pod którą byłyby widoczne jego elementy. Są one tam pod ziemią zinwentaryzowane. Piramida okazała się zbyt odważnym pomysłem, ale jednak będzie można podziwiać relikty starego ratusza pod szklaną posadzką ogrodu letniego restauracji planowanej w hali targowej, takich niby sukiennicach. W Korycinie zakończyliśmy już prace projektowe nad rynkiem. Trwały one rok. W Korycinie zresztą będą bardziej nowatorskie pomysły. W posadzce będą źródła wodne z wodotryskami oraz stanie pomnik księżniczki truskawki, który powstanie we współpracy z młodym zdolnym rzeźbiarzem Michałem Jackowskim. Będzie to panienka młoda i urodziwa, w sukience w formie truskawki, a dopowiedzianą do tego piękną bajką. Muszę powiedzieć, że tam nikt nie rzucał kłód pod nogi. I nie było tych wielu doradców, których na początku traktowałem jako życzliwych, a którzy potem w trakcie prac projektowych używali krańcowo odmiennych argumentów po to tylko, by wybić mi z ręki moje atuty i pomanipulować przy spójnej idei. Ale bądźmy ponad tym wszystkim. Róbmy swoje.

Obserwator:  Najpiękniejszy dla Pana rynek miejski to gdzie, jaki i dlaczego?

ZZ – Dobre pytanie. Od razu mówię: Wrocław, który rozwinął się w sposób wyjątkowy. Przebudowa tamtejszego rynku odbyła się ładnie, sprawnie i też z powrotem do historycznych źródeł. Przez ostatnich kilkanaście lat wolności wrocławski rynek odzyskał piękny wygląd, tam są turyści, tętni życie. Gdy myślę o Wrocławiu, to nasuwa mi się też pewna refleksja. Wrocław jest miastem, w  którym widać, że mieszkańcy działają społecznie, że miasto kojarzą z samymi sobą. To, co było Solidarnością lat 80., zostało nadal we Wrocławiu. Mieszkańcy są dumni z miasta, utożsamiają się z nim i dbają o wspólne dobro. Duże wrażenie wywarła na mnie współczesna przebudowa rynku w Bielsku-Białej. Tam z martwego placu zrobiono atrakcyjną przestrzeń publiczną. I podobnie jak w Białymstoku, odkopano ruiny po wadze miejskiej i studnię. I wyeksponowano je pod szklanymi obudowami. Białystok nie jest może jeszcze aż tak bogatym i tak pięknie wyglądającym miastem jak Wrocław. Ale jest ten sam duch w mieszkańcach i wróżę Białemustokowi naprawdę piękny rozwój. Jest poczucie wspólnoty społecznej w tych dwóch miastach.

Obserwator:  Za 15 lat wychodzi Pan na białostocki rynek i co widzi...?

ZZ – Tak jak w wielu miastach podobnej wielkości w Europie: przede wszystkim zadowolonych ludzi, bo to ludzie są tym elementem przestrzeni, dla których to powstało. No ja tak sobie właśnie marzę, że będą piękne pierzeje, rzeźby i mała architektura, którą zaplanowaliśmy. Mamy tylu dobrych architektów w Białymstoku. Jest jeszcze tyle do zmiany w tej przestrzeni miejskiej.

Obserwator:  A co zrobić, żeby ludzie chcieli spędzać na rynku czas? Bo teraz pusto tu i w ciągu dnia, i wieczorem.

ZZ – Potrzebna jest kultura, gastronomia, informacje i atrakcje turystyczne. Ważna jest też ta spontaniczna działalność mieszkańców, która stworzy dopiero prawdziwą atmosferę tego miejsca. Ci grajkowie występujący często pod Delikatesami na Suraskiej. Niech oni wyjdą na plac, niech jeden usiądzie sobie na podeście pod nimfą, drugi pod Temidą, a trzeci niech gra na harmonii przy fontannie, gdzie jego grze towarzyszyć będzie dźwięk spływającej wody. Ludzie przy nich przystaną, porozmawiają, usiądą, pójdą coś zjeść, zrelaksują się. Wierzę, że to centrum miasta będzie żyło, że ruch ludzi nie przeniesie się tylko do centrów handlowych, które wyrastają jak grzyby po deszczu. Trzeba też mądrze wprowadzać funkcje  na parterach budynków wokół rynku. Poza gastronomią nie można zapominać o kulturze. Szkoda, że Desy tu już nie będzie. Można było tu kupić dzieła sztuki, zbierali się przed nią artyści amatorzy. Powstaje tu pewien ciąg artystyczny. Były takie pomysły, aby od drzew przed Wedlem aż do ulicy Spółdzielczej stworzyć galerie czasowe, rozpinane na linkach czy w jakichś szklanych kubikach. Pomysłów jest wiele, tyle ile fantazji w twórcach. Oby tylko były mądre władze i pieniądze na ich realizację.

Obserwator:  Dziękuję za rozmowę.  

 Zenon W. Zabagło (fot. ze strony interenetowej Atelier Zetta) Magister inżynier architekt, Uprawnienia projektowe UAN-V-7342/3/65/93 Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej 1989Studia podyplomowe w zakresie urbanistyki i gospodarki przestrzennej na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej 1995r.Studia podyplomowe w zakresie projektowania obiektów służby zdrowia na Politechnice Białostockiej 1995r. 

Przy okazji prezentujemy kilka z projektów autorstwa Atelier Zetta publikowanych na łamach białostockiej prasy:

  

Projekt zaaranżowania fragmentu Rynku Kościuszki "za Ratuszem" - przedmiot licznych dyskusji do dziś.   

  

Propozycje rzeźby miejskiej i aranżacji ("meblowania") przestrzeni urbanistycznych (ilustracje do wypowiedzi w licznych artykułach prasowych) - grupa rzeźbiarska przed Domem Ludwika Zamenhofa (odrzucona przez magistrat), nowa lokalizacja Marszałka Piłsudskiego z Archiwum na osi w tle (sugestie magistratu), wnętrze między alkierzami Ratusza.   

Parking "za Cristalem". Autorska odpowiedź na program dla kwartału zaproponowany przez planistów z magistratu.  

Poniżej dwie realizacjie w prasie dotąd (chyba) niepublikowane:

Przebudowa fragmentu pierzei ulicy Lipowej w Białymstoku. 

Zabudowa mieszkaniowa przy ul. Pietkiewicza w Białymstoku.

(ian).

   

ŁOMŻA - Piramida na Starym Rynku

Wielką szklaną piramidę na Starym Rynku w Łomży chcą postawić białostoccy architekci. Wizja wywołała wiele kontrowersji. Rewolucyjna koncepcja zagospodarowania „placu czerwonego” zrodziła się, gdy projektanci z biura Atelier Zetta w Białymstoku przygotowywali na zamówienie ratusza koncepcję modernizacji Hali Targowej i jej okolicy. To samo biuro przed kilku laty „widziało” w Łomży „Centrum Uciech Wodnych”. Jak się okazuje piramida ma wielką szanse na podzielenie jego losu... pozostanie na papierze i w głowach wizjonerów.

O tym, że na Starym Rynku coś się zmieni mieszkańcy Łomży mieli okazję usłyszeć na początku listopada. Wówczas to pojawiły się pierwsze informacje na ten temat w mediach, ale szczegółów  nikt nie znał. Jak informował wówczas Łukasz Czech z biura prasowego ratusza koncepcję przebudowy hali targowej i jej najbliższej okolicy zamówiono w białostockim biurze projektowym Atelier Zetta, którego właścicielem jest Zenon Zabagło - zastępca przewodniczącego Miejskiej (łomżyńskiej) Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej. Biuro zlecenie dostało bez przetargu., bo - jak wyjaśniał Czech - jego wartość jest niewielka i mieści się w granicach kwoty, do której samorządy przetargów nie muszą organizować. Koncepcja miała być gotowa do końca listopada... W ubiegłym tygodniu koncepcja ta już trafiła do łomżyńskiego oddziału Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Konserwatorzy zabytków muszą ją zaopiniować, bo zarówno Hala Targowa  jak i Stary Rynek są zabytkami i podlegają ochronie konserwatorskiej.
To właśnie konserwatorzy zabytków jako pierwsi postronni widzowie mieli okazję zapoznania się z koncepcją przebudowy Starego Rynku. - Projekt zakłada bardzo ciekawą przebudowę hali targowej – mówi Sławomir Zgrzywa z  Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Obok kupców swoje miejsce znalazłyby tu centrum kultury, galerie, czy punkt obsługi turystów.  Poza tym, przewiduje postawienie na Starym Rynku pomnika  księcia mazowieckiego, Janusza I, który nadał Łomży prawa miejskie i wymianę betonowej czerwonej kostki na szlachetniejszy kamień. Miałaby się zmienić także organizacja ruchu wokół przyległych uliczek... Najważniejszą jednak zmianą jest budowa na Starym Rynku dużej szklanej piramidy...

Piramida szokuje
- Koncepcja wzbudza emocje, nawet w samym urzędzie konserwatorskim, i to wcale nie pozytywne – mówi Sławomir Zgrzywa. - Jej realizacja oznaczałaby całkowitą zmianę charakteru Starego Rynku. Nie wiem czy na taką rewolucję jesteśmy  - jako mieszkańcy – gotowi.  Szklana konstrukcja – w kształcie piramidy (lub klocka) stanęłaby przed głównym wejściem do Hali Targowej vis a vis obecnego ratusza. Obiekt stanąłby na obrysie fundamentów pierwszego ratusza w Łomży. Zgodnie z przedstawioną konserwatorom koncepcją w piramidzie znajdowały się zegar, a dużej szklanej przybudówce lokal gastronomiczny. Ten obiekt  zdominowałby Stary Rynek. Na niektórych rysunkach widać, że jest on nawet wyższy od Hali Targowej. Słów krytyki nie szczędzą projektowi także łomżyńscy internauci. Na forum internetowym portalu www.4lomza.pl rozgorzała żywa dyskusja, przy tych, którym pomysł budowy piramidy się spodobał należy szukać ze świeczką...
Sławomir Zgrzywa podkreśla, że bez zgody konserwatora zabytków szklanej piramidy na Starym Rynku nie będzie można ustawić, i na razie wszystko wskazuje, że takiej zgody nie będzie. Teren, na którym projektanci z Białegostoku zaplanowali łomżyńską piramidę, podlega tak ścisłej ochronie, że nie można tu niczego budować – nawet ze szkła....
Śmiała koncepcja, przynajmniej w części dotyczącej piramidy najprawdopodobniej więc zakończy swój żywot tylko na papierze. Podobny los spotkał także przygotowany przez zespół projektantów z Atelier Zetta w Białymstoku projekt zagospodarowania bulwarów nad Narwią w Łomży z „Centrum Uciech Wodnych”. W otwartym konkursie, ogłoszonym jeszcze w 2004 roku, zajęli oni drugie miejsce.  Dostali za to 10 tys zł. Jak się później okazało i tak wyszli na tym najlepiej, bo zwycięzcy konkursu - architekci prof. Krzysztofa Domaradzkiego z Warszawy - nie otrzymali obiecanego zlecenia na zaprojektowanie bulwarów...   
cz

Ożywić pamięć o Zamenhofie

Andrzej Kłopotowski, 2007-05-15, 

Są już pierwsze pomysły godnego upamiętnienia Ludwika Zamenhofa. W pracowni Atelier Zetta powstał projekt odtworzenia narożnika domu twórcy języka esperanto. Miasto zastanawia się też nad wykonaniem rzeźby przedstawiającej mieszkańców Białegostoku z przełomu XIX i XX wieku

 

Powojenny blok przy zbiegu ulic Białej i Zamenhofa w Białymstoku to miejsce, gdzie trafia każda wycieczka miłośników języka esperanto. W tym miejscu niegdyś stał dom, w którym mieszkał twórca tego międzynarodowego języka. Miejsce to upamiętnia specjalna tablica.

Ostatnio pojawiło się tam jeszcze szpecące graffiti, której autorami są skini (sami się pod nim podpisali). Namalowali wiszącą na szubienicy gwiazdę Dawida, napis "Jude raus" oraz swastykę. Na razie policja nie złapała autorów tych malunków.

Mimo prestiżowego charakteru miejsca, włodarze miejscy do tej pory nie wiele robili, by je wyeksponować. Niedługo jednak wszystko może się zmienić. W pracowni Atelier Zetta powstało kilka pomysłów na to, by przywrócić świetność temu miejscu.

- Na razie to tylko koncepcje - zaznacza Urszula Sienkiewicz, rzecznik prasowy prezydenta miasta. - Jednak prezydent Tadeusz Arłukowicz rozmawiał już o nich z plastykiem miejskim i pracownikami departamentu urbanistyki.

Pierwszy z projektów zakłada zaznaczenie w terenie przy użyciu kostki bazaltowej obrysu nieistniejącego dziś domu Zamenhofów.

- Odtworzony byłby tylko jeden z narożników budynku do wysokości około trzech metrów, którego ściany schodziłby do ziemi oraz fragment podłogi domu - wyjaśnia Zenon Zabagło z Zetty.

Na ścianie obłożonej granitowymi płytami znajdowałaby się tablica pamiątkowa w kształcie żydowskiej macewy z napisami w trzech językach - polskim, esperanto i angielskim - informująca o historii tego miejsca.

- Drugi pomysł to rzeźba, która mogłaby stanąć na skwerku przy skrzyżowaniu ulic Zamenhofa i Białówny - dodaje Zabagło. - Składałoby się na nią kilka postaci naturalnej wysokości. Wśród nich znaleźliby się mały Ludwik trzymający za rękę ojca, polska mieszczka, chłop białoruski, baba z wiejskim koszem, ortodoksyjny Żyd oraz carski stójkowy.

Zabagło uważa, że kompozycja rzeźbiarska stworzona przez jego współpracownika Andrzeja Onchimowicza świetnie oddawałaby klimat wielonarodowego, przedwojennego Białegostoku.

Urszula Sienkiewicz zdradza, że to nie wszystkie pomysły.

- Myślimy też o ustawieniu ławeczki, na której siedziałby Zamenhof, czy nawet stworzeniu w miejscu jego domu minimuzeum. Konkretnych terminów realizacji tych zamierzeń miasto nie chce jednak na razie podawać.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

  

19 marca 2008, Aneta Boruch,  

Tablica upamiętni spaloną synagogę

Płyta z ażurowymi postaciami Żydów przypomni nam o przeszłości ulicy Suraskiej. Pojawi się przy okazji remontu centrum miasta.

Tablica zostanie
Tablica zostanie odlana z betonu i pokryta okładziną kamienną. Ustawiona przy ulicy Suraskiej będzie zwracać uwagę przechodniów na miejsce tragicznych wydarzeń, które w czasie II wojny światowej rozegrały się w znajdującej się wtedy w tym miejscu synagodze.
Na ten temat

Wymyśliliśmy formę plastyczną, która w symboliczny sposób nakieruje przechodnia na miejsce spalonej synagogi - opisuje pomysł Zenon Zaba-gło z Atelier Zetta. - Bo teraz jest to miejsce enigmatyczne, ukryte w podwórku, między domami.



Żydowskie cienie

Dlatego przy okazji remontu Suraskiej, który rozpocznie się w kwietniu, pojawi się tu pamiątkowa tablica. - To jeszcze nie jest ostateczna wersja - zaznacza plastyk Andrzej Onchimowicz, który nad nim pracuje. - Ale wyraża już ideę, którą chcemy tam zrealizować.

Na razie są dwa warianty. Jeszcze nie wiadomo, który zostanie wybrany. Oba mają kształt macewy, czyli żydowskiej płyty nagrobnej. Na jednej z nich umieszczono statyczne cienie postaci narodowości żydowskiej. Na drugiej są one bardziej dynamiczne. W obu wersjach postacie skierowane są w stronę dawnej synagogi.
Tablica umieszczona zostanie na niewielkim podeście, będzie miała 1,6 metra wysokości. Nie będzie na niej żadnych opisów.


Przed nią znajdzie się rozbita granitowa płyta. Jej pęknięcia sugerować mają niepokój i nawiązywać w ten sposób do tragicznych wydarzeń, które rozegrały się tu w przeszłości. - Nie tworzymy pomnika w sensie postumentu, przed którym trzeba klękać i płakać, ale formę, która będzie elementem ruchu miejskiego - opisuje Zabagło.



Pomysł bardzo spodobał się przedstawicielom społeczności żydowskiej.

- To bardzo piękny projekt, interesujący pod względem artystycznym i przemawiający do wyobraźni - mówi Lucy Lisowska, przedstawicielka Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie na terenie woj. białostockiego. - Te krzyczące postacie są bardzo wymowne. W tej chwili rzeczywiście terenu dawnej synagogi dobrze nie widać, a ta tablica stanie w takim miejscu, że każdy zwróci na nią uwagę.

Będzie nowy przetarg

Gdy projektanci wybiorą już ostateczną wersję tablicy, zwrócą się do plastyka miejskiego. Bo to on będzie musiał zaakceptować jej wygląd.

- Na razie nie jest ona ujęta w przetargu na wykonanie Suraskiej - mówi Janusz Ostrowski, szef departamentu inwestycji. - Będzie odrębny. Bo to zamówienie z pogranicza sztuki, a nie robota dla drogowca.

Jeśli wszystkie formalności pójdą sprawnie, tablica pojawi się na Suraskiej jeszcze w tym roku.



Co się zdarzyło na Suraskiej

27 czerwca 1941 roku bataliony Einsatzgruppen i Wehrmachtu wkroczyły do Białegostoku. Tego samego dnia spacyfikowały one żydowską dzielnicę Chanajki, mordując kilka tysięcy mieszkańców, paląc około 2000 ludzi żywcem w Głównej Synagodze. Pomnik tego wydarzenia - kopuła spalonej synagogi - znajduje się dziś przy ulicy Legionowej.


"A tak, jak na zdjęciu, wygląda pawilon zaprojektowany przez Atelier Zetta" - Kurier Poranny, 9 września 2008, "Kioski na placu".