[ Stowarzyszenie Architektów Polskich - Oddział Białystok ]
  • KP: Plac Inwalidów: Galeria handlowa - 20 tys. m2, hotel - 9 tys. m2, a wszystko w cztery lata. KP: Galeria Jagiellońska za 60 mln euro: 200 sklepów, restauracje, kino, kręgielnia. Będzie największa w Białymstoku.
  • KP: Warszawscy architekci zmienili projekt Książnicy
  • Rynek Kościuszki: Inna wizja KOSZAŁKA
  • Książka o Bukowskim: odbudował Białystok - autorem jest białostocki konserwator sztuki Sebastian Wicher
  • Stanisław Bukowski. To on zbudował Białystok, który znamy. Miasto odzyskane z ruin.
  • Nowy białostocki stadion - zaprojektowany
  • Dlaczego nie zostałem architektem
  • Trwają prace Zespołów uczestniczących w Konkursie architektonicznym na Kampus zorganizowanego przez Uniwersytet w Białymstoku.
  • Rezydencje? Apartamenty? Nie, domki-mikrusy. Po co dużo płacić za duże mieszkanie i ciągle w nim sprzątać? Minimalizm kontra konsupcjonizm? To dzieje się w Stanach Zjednocznonych Ameryki.
  • Po ... latach dumania i szukania lokalizacji - Zarząd województwa podlaskiego ogłosił przetarg na opracowanie całościowej koncepcji budowy lotniska !!!???
  • Warszawa - Norblina nie można zburzyć - Zabytkowa fabryka Norblina potrzebuje inwestora z klasą! A czy my pozwolimy na bezkarne wyburzenie starego Białegostoku?
  • Szyldy i reklamy to też śmieci! A jak jest z tym w Białymstoku?
  • Kupcy z pl. Grunwaldzkiego będą mieli halę - tak będzie we Wrocławiu a w Białymstoku ?
  • KP: Plac Inwalidów: Galeria handlowa - 20 tys. m2, hotel - 9 tys. m2, a wszystko w cztery lata. KP: Galeria Jagiellońska za 60 mln euro: 200 sklepów, restauracje, kino, kręgielnia. Będzie największa w Białymstoku. dodano: 2010-05-11 11:42:46

    Galeria Jagiellońska za 60 mln euro: 200 sklepów, restauracje, kino, kręgielnia. Będzie największa w Białymstoku.

    Aneta Boruch, 10 maja 2010, Kurier Poranny - portal regionalny 

    W tym roku inwestor ma złożyć wniosek o pozwolenie na budowę Galerii Jagiellońskiej. A prace prawdopodobnie ruszą w przyszłym.

    Tak może wyglądać Galeria Jagiellońska (fot. materiały inwestora)

    Inwestor nie porozumiał się jeszcze z najemcami. Dopiero, gdy to zrobi, ma zamiar ubiegać się o 60 milionów euro kredytu, niezbędnego do sfinansowania tej inwestycji.

    W Galerii Jagiellońskiej, liczącej 100 tysięcy metrów kwadratowych, ma znaleźć się około 200 sklepów, restauracje, kilkusalowe kino i kręgielnia.

    Centrum handlowe miało powstać do 2011 roku. Rok temu przedstawiciele inwestora mówili, że chcą rozpocząć budowę w pierwszym kwartale tego roku. Ale na działce przy ulicy Jurowieckiej w
    Białymstoku nic się nie dzieje. I nieprędko się to zmieni.

    - Chcemy w tym roku złożyć wniosek o pozwolenie na budowę, a termin rozpoczęcia tej inwestycji to pierwsza połowa przyszłego roku - mówi Padraic Coll, prezes Irlandzkiej Grupy Inwestycyjnej, która ma zbudować galerię na terenach Jagiellonii. I przyznaje: - Idzie nam wolniej niż się spodziewaliśmy.

    Powodem jest to, że IGI wciąż nie ma jeszcze podpisanych umów z najemcami lokali w przyszłej galerii.

    - Czekamy na ich strategiczne decyzje - mówi Coll. - A oni są ostrożni, ponieważ mają problemy w krajach sąsiednich. Dopóki nie mamy tych umów, nie możemy iść do przodu.

    Dopiero, gdy inwestor porozumie się z najemcami, dopasuje do ich potrzeb ostateczny kształt galerii. I poszuka pieniędzy na sfinansowanie budowy.

    - Gdy podpiszemy umowy z najemcami, złożymy wniosek o kredyt - zapowiada Coll. - Szacujemy, że potrzebnych będzie około 60 milionów euro. Jeśli powstanie taka potrzeba, dołożymy też własne pieniądze.

    Na kształt Galerii Jagiellońskiej wpływ może mieć też sąsiedztwo, czyli plac Inwalidów. Właśnie trafił w prywatne ręce po rozstrzygniętym przez miasto przetargu. Tu też ma powstać galeria handlowa, a oprócz tego również hotel.

    Szefowie IGI zapowiadają, że mają zamiar usiąść z nowym właścicielem placu Inwalidów do rozmów. Po to, by szukając pomysłów na oba obiekty, wzajemnie nie wchodzić sobie w drogę.

    Ekonomiści uważają, że zwolnienie tempa prac przy powstaniu Galerii Jagiellońskiej to sprawa normalna w obecnej niepewnej sytuacji na rynkach europejskich i światowych.

    - Na pewno moment na podejmowanie decyzji jest trudny, bo ryzyko jest duże - mówi prof. Robert Ciborowski, dziekan wydziału ekonomii Uniwersytetu w
    Białymstoku. - Przedsiębiorca dobrze obejrzy każdą złotówkę przeznaczoną na inwestycje, zanim podejmie decyzję.

    .

    Plac Inwalidów: Galeria handlowa - 20 tys. m2, hotel - 9 tys. m2, a wszystko w cztery lata.

    Aneta Boruch, 7 maja 2010, Kurier Poranny - portal regionalny 

    Wiosną przyszłego roku chcemy rozpocząć budowę. A po czterech latach galeria ma zacząć działać - zapowiada siedlecki przedsiębiorca Konstanty Strus, który wygrał przetarg na plac Inwalidów w Białymstoku.

     
    Jedna z koncepcji zabudowy Palcu Inwalidów. Ten projekt nie został zrealizowany. (Fot. Archiwum)

    Obiekt, który ma stanąć na 1,7-hektarowej działce, będzie składał się z dwóch części. Jedna to galeria handlowa o powierzchni około 20 tys. metrów kwadratowych. Prawdopodobnie będzie miała trzy kondygnacje.

    Obok stanie hotel, mający około 9 tys. metrów powierzchni. A w nim także restauracje i sale konferencyjne. Ta część ma być wyższa - może mieć 10 do 12 kondygnacji. Choć na tej działce mogą też powstać apartamenty, zwycięzca przetargu ich tu nie planuje.

    - Wiem, że oczekiwania białostoczan w stosunku i do architektury, i do wnętrza tego obiektu, są bardzo duże - mówi Konstanty Strus. - Dlatego musimy jeszcze ten projekt przemyśleć.

    Projektowaniem zajmie się Marek Bulak, od dawna współpracujący z firmą Strus. - Wiemy, że ranga tej inwestycji jest niezwykle ważna - mówi Marek Bulak, architekt. - Centrum miasta to zawsze zadanie niełatwe. Musimy uwzględnić i przepływającą tu rzekę, i tradycje tego miejsca, historię miasta i jego architekturę, a także planowany tu bulwar.

    Termin podpisania umowy z miastem i wpłacenia pieniędzy za plac nie jest jeszcze ustalony. Wygląda na to, że inwestorowi zależy na czasie. Wiosną przyszłego roku ma być już gotowy projekt wykonawczy całego obiektu. Wtedy też mają ruszyć prace przy jego budowie.

    - Podjęliśmy decyzję, że sami będziemy robić stan surowy, a wykończeniem zajmą się podwykonawcy - mówi Konstanty Strus. - Na czas inwestycji planujemy zatrudnić około stu osób w typowo budowlanych zawodach.

    Inwestor będzie jeszcze konsultować w magistracie różne zagadnienia dotyczące przyszłej inwestycji na placu Inwalidów.

    Konstanty Strus zadeklarował też, że jest gotowy do rozmów z inwestorem Galerii Jagiellońskiej, która powstanie na sąsiedniej działce. Po to, by np. nie dublowały się pomysły na zagospodarowanie obu obiektów. Jagiellonia ma podobne podejście. - Sam fakt, że funkcje obu obiektów są podobne sprawia, że rysuje się możliwość współpracy - mówi Michał Palma z Irlandzkiej Grupy Developerskiej, inwestora Galerii Jagiellońskiej. - Ale to zbyt świeża sprawa, byśmy teraz mogli powiedzieć coś więcej.


    KP: Warszawscy architekci zmienili projekt Książnicy dodano: 2010-05-03 10:20:13

    Warszawscy architekci zmienili projekt Książnicy (wizualizacje)

    Tomasz Mikulicz, 3 maja 2010, Kurier Poranny - portal regionalny 

    Nie chcemy, by nasza praca budziła kontrowersje – mówi Małgorzata Golenko z firmy Pas Projekt Archi Studio. Ich poprzedni projekt został uznany przez niektórych architektów za plagiat.

    Projekt Książnicy po zmianach (Fot. Projekt Archi Studio)
    Tak ma wyglądać budynek przyszłej Książnicy Podlaskiej. W stosunku do poprzedniego projektu, architekci zmienili wygląd elewacji i układ okien. Wizualizacja pochodzi z materiałów firmy Pas Projekt Archi Studio.

    (Fot. Projekt Archi Studio)

    Chociaż widać, że warszawscy architekci nie zmienili jakoś diametralnie swojej koncepcji, to projekt budynku ma już inny wyraz niż poprzednio – mówi Mirosław Siemionow, szef białostockiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich.

    Dodaje, że o wiele więcej jest w nim ekspresji. – Chodzi przede wszystkim o elewację na której pojawiły się stylizowane litery. Inny jest też układ okien. Można co prawda doszukać się pomniejszych podobieństw, ale całość nie budzi jednoznacznych skojarzeń – podkreśla Siemionow.

    Pod koniec lutego, kiedy zarząd województwa zaakceptował projekt nowego budynku Książnicy Podlaskiej, wśród białostockich architektów zaczęły się pojawiać opinie, że możemy mieć do czynienia z plagiatem. Stworzony przez biuro projektowe z Warszawy projekt miałby być podobny do budynku szkoły designu istniejącej na terenie kopalni Zollverein w Niemczech. Zaprojektowało go znane japońskie studio SAANA. To tam właśnie warszawscy architekci wysłali pismo z pytaniem, czy według nich projekt jest plagiatem.

    – Do tej pory nie dostaliśmy odpowiedzi. Żeby jednak uciąć dyskusje, które toczyły się wokół naszej pracy, postanowiliśmy zmienić projekt. Wróciliśmy do jednej z jego wcześniejszych wersji – mówi Małgorzata Golenko z firmy Pas Projekt Archi Studio.

    Mirosław Siemionow podkreśla, że do całej tej sytuacji by nie doszło, gdyby zamiast organizacji przetargu, zarząd województwa zdecydował się na przeprowadzenie konkursu na koncepcję.
    – Komisja konkursowa wybiera bowiem najlepszy i przede wszystkim oryginalny pomysł. W przetargu liczy się przede wszystkim cena. Wysłałem nawet w tej sprawie pismo do marszałka. Odpowiedź jaką dostałem jest raczej wymijająca – mówi.

    Bogusław Dębski, wicemarszałek województwa mówi, że zarządowi zależało na czasie.
    – Zdecydowaliśmy się na przetarg, bo musieliśmy zachować terminy. Zamierzamy się bowiem starać o dofinansowanie unijne – przekonuje.

    Dodaje, że zarząd musi się teraz zastanowić który z projektów będzie tym ostatecznym.
    – Porównamy dwie wersje i wybierzemy najlepszą. Jeżeli chodzi o wątpliwości co do plagiatu, to w razie zajścia takiej potrzeby, poprosimy o pomoc rzeczoznawców - mówi Dębski.



    Rynek Kościuszki: Inna wizja KOSZAŁKA dodano: 2009-11-09 10:39:10

    Rynek Kościuszki: Inna wizja "Koszałka"

    Andrzej Kłopotowski, 2009-11-08, 

    Kiedy przy Rynku Kościuszki zaczynało się przeobrażanie modernistycznego Koszałka w nową formę - nie brakowało głosów krytycznych. Ciekawe jednak co by powiedzieli białostoczanie na przebudowę, która planowana była w połowie lat 80.?


    Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

    Książka o Bukowskim: odbudował Białystok - autorem jest białostocki konserwator sztuki Sebastian Wicher dodano: 2009-07-04 13:58:31

    Książka o Bukowskim: odbudował Białystok

    Andrzej Kłopotowski, 2009-06-29, 

    Ukazała się właśnie monografia Stanisława Bukowskiego. Książkę o tym, który odbudował Białystok, przygotował białostocki konserwator sztuki Sebastian Wicher.


    Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

    Stanisław Bukowski. To on zbudował Białystok, który znamy. Miasto odzyskane z ruin. dodano: 2009-06-30 11:53:22

    Kurier Poranny  

    Stanisław Bukowski. To on zbudował Białystok, który znamy

    Tomasz Mikulicz, tmikulicz@poranny.pl, tel. 085 748 95 54,

    Gmachy z kolumnami na kilkunastu placach miejskich, oś pałacowa z rezydencji Branickich do Rybnego Rynku, bulwary nad rzeką Białą... I to wszystko w głowie jednego człowieka. Zapraszam na spotkanie z niezwykłym architektem i poznanie zapomnianego planu odbudowy Białegostoku.

    Stanisław Bukowski (1894-1979), znany powojenny architekt, budowniczy Białegostoku. To on odbudował kościół św. Rocha i Pałac Branickich, zaprojektował kościół na Dojlidach czy odtworzył Zbrojownię na Rynku Kościuszki. 

    Stanisław Bukowski (1894-1979), znany powojenny architekt, budowniczy Białegostoku. To on odbudował kościół św. Rocha i Pałac Branickich, zaprojektował kościół na Dojlidach czy odtworzył Zbrojownię na Rynku Kościuszki. Jego niepowtarzalny styl jest rozpoznawalny i do dziś wysoko oceniany. To zazwyczaj wszystko, co wiemy o Bukowskim.

    Mało kto pamięta, że architekt stworzył też pierwszy po wojnie plan sieci ulicznej Białegostoku (do niedzieli można go oglądać wśród pozostałych prac mistrza w galerii im. Sleńdzińskich, na wystawie pt.: "Żyj architekturą”). Czy oznacza to, że nasz bohater był również genialnym urbanistą? Jeśli tak, to ciekawe, jak by wyglądał Białystok, gdyby w latach 40.h spełniono jego koncepcje Bukowskiego?

    Wileńskie początki

    O Bukowskim zaczęło być głośno w latach 1936-1937 ubiegłego stulecia w Wilnie. Na zaproszenie znanego w środowisku architektów prof. Romualda Gutta przyjechał z Warszawy Stanisław Bukowski - młody, zdolny asystent naukowy. Miał już za sobą 11 lat studiów na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej (musiał pracować, by mieć pieniądze na studia, temu tak długo to trwało), stypendialne wojaże po Europie i Afryce Północnej oraz wspomnianą asystenturę na uczelni. W Wilnie miał rozpocząć pracę w miejskim biurze architektonicznym.

    - Przed Bukowskim od razu staje nie lada zadanie. Ma uczestniczyć (razem z Leszkiem Dąbrowskim z Politechniki Warszawskiej) w tworzeniu planu regulacji wileńskiego placu Katedralnego - mówi Sebastian Wicher, pracownik biura kultury i ochrony zabytków białostockiego magistratu, kurator wystawy w galerii im. Sleńdzińskich i autor mającej się ukazać lada dzień książki o Bukowskim.
    Była to jedna z najważniejszych w tamtych czasach inwestycji w mieście. Nic więc dziwnego, że budziła ogromne zainteresowanie, nie mówiąc już o momencie, gdy wyszło na jaw to, co proponował Bukowski.

    - Chciał bowiem zbudować plac w duchu modernistycznym. Zamiast podzielanego powszechnie pomysłu budowy prostokątnego placu otoczonego rzeźbami, Bukowski proponował wprowadzenie w to miejsce zieleni - opowiada Wicher.
    Mimo tych kontrowersji Zarząd Miejski zdecydował się na realizację projektu. Warto wspomnieć, że jednym z największych przeciwników przyjęcia projektu Bukowskiego był Ludomir Sleńdziński, ten sam, którego imię nosi galeria, w której jest otwarta wystawa o architekcie.

    Po zaprojektowaniu placu Bukowski stworzył mauzoleum grobów królewskich w katedrze wileńskiej i wiele innych obiektów pożyteczności publicznej. Projektował też prywatne wille.

    - W Wilnie poznaje przyszłą żonę - Placydę Siedlecką, absolwentkę malarstwa na wydziale sztuk pięknych. To za jej namową trafia zaraz po wojnie do Białegostoku - wyjaśnia Wicher.

    Miasto w gruzach

    To rodzinne miasto Placydy. Bukowski daje się przekonać żonie, by osiedlić się tu na stałe. Znajdują niewielką kamienicę w śródmieściu i zaczynają układać sobie życie. Na początku brakuje niemal wszystkiego, miasto jest w kompletnej ruinie.

    - Rynek Kościuszki jest jednym wielkim pustym placem, wokół którego leżą resztki spalonych kamienic - mówi Antoni Oleksicki, podlaski konserwator zabytków w latach 1989-2002, autor wydanego przy okazji jednej z wystaw opracowania "Powojenna odbudowa Białegostoku” (można ją kupić w Muzeum Podlaskim).

    Cudem uratowały się tylko świątynie - katedra, niedokończony kościół św. Rocha i cerkiew św. Mikołaja.

    - Niewiele się o tym mówi, ale centrum Białegostoku zostało zniszczone bardziej niż śródmieście Warszawy. Z miasta pozostał tylko zielony obwarzanek przedmieść - dodaje Oleksicki.

    Powstająca w tym czasie Regionalna Dyrekcja Planowania Przestrzennego opisuje rozmiary zniszczeń wojennych. Powoli zaczyna się odbudowa miasta, na główny plan wysuwają się zniszczone zabytki. Jeszcze w tym samym roku Bukowski na zlecenie ministerstwa kultury decyduje się na prowadzenie prac nad dokończeniem budowy kościoła św. Rocha.

    - Wspólnie z pierwszym powojennym wojewódzkim konserwatorem zabytków - Władysławem Paszkowskim - zakładają niewielką Pracownię Konserwacji Zabytków Architektury. Tworzą swego rodzaju tandem - przypomina Oleksicki.

    Pierwszy plan powojennego Białegostoku

    Po kościele św. Rocha przychodzi czas na Pałac Branickich, kamienicę mieszczańską przy Sienkiewicza 2, Pałacyk Gościnny przy Kilińskiego czy Zbrojownię przy Rynku Kościuszki. Poza tym Bukowski jest autorem projektów wielu obiektów sakralnych, m.in. kościoła w Krypnie i Choroszczy, klasztoru w Drohiczynie czy pałacu archimandrytów w Supraślu.

    W natłoku pracy Bukowski znajduje jeszcze czas na stworzenie planu zagospodarowania śródmieścia. Opracowuje go wspólnie z - również przybyłym z Wilna - Leszkiem Dąbrowskim. Mieszkańcy mają okazję zapoznać się z nowymi koncepcjami wiosną 1946 roku.

    Plan skupiał się na wyeksponowaniu dwóch obiektów - kościoła św. Rocha i Pałacu Branickich. Kościół miał być otoczony zielenią. Po jego zachodniej stronie (od strony dworca) na planie widnieje duży plac miejski. Od południa biegnie ulica Krakowska, na której końcu znajduje się kaplica św. Marii Magdaleny. Tuż przed kościołem miał powstać - już sporo mniejszy niż ten na tyłach - placyk, od którego odchodziła Lipowa. Sama ulica miała ulec poszerzeniu i - jako przedłużenie Rynku Kościuszki - prowadzić na trójkątny placyk przed bramą wjazdową do Pałacu Branickich. Pałac był otoczony pokaźnych rozmiarów ogrodem i parkiem. Od bramy wjazdowej ciągnęła się ulica Pałacowa, na której zakończeniu był umiejscowiony średniej wielkości plac w kształcie trapezu. Po przeciwległej stronie biegła szeroka oś pałacowa, przecinająca dzisiejszą ulicę Skłodowskiej tuż obok Rybnego Rynku. Na przecięciu z ulicą Skłodowskiej również był umieszczony - tym razem w kształcie podkowy - niewielki placyk. Centralnym punktem miasta miał pozostać Rynek Kościuszki, a konkretnie teren położony za jego południową pierzeją. U zbiegu ulic Legionowej i Akademickiej miał bowiem powstać obszerny plac. Plac ten miał być połączony z kolei z jeszcze jednym - otoczonym ze wszystkich stron zielenią. Miała je łączyć z Rynkiem Kościuszki ulica Zamenhofa, która przebijała również północną część Rynku i biegła aż do skrzyżowania dzisiejszej ulicy Malmeda z aleją Piłsudskiego. Bukowski chciał też stworzyć przebicie dzisiejszej Sienkiewicza do Legionowej. Będzie to później jedynym pomysłem z całego planu, który został w pełni zrealizowany.

    Połączenie modernizmu z barokiem

    Koncepcje Bukowskiego można rozpatrywać w dwóch aspektach - urbanistycznym (przebieg ulic, rozwiązania planistyczne) oraz ściśle architektonicznym (styl budownictwa, ogólny charakter przestrzeni miejskiej). Zacznijmy od tego ostatniego.

    - Bukowski zakładał połączenie sztuki modernistycznej z barokową, z wyraźną przewagą tej ostatniej. Chodziło mu o odtworzenie atmosfery czasów "Wersalu Podlaskiego”. Wszystko musiało być wyniosłe i monumentalne - wyjaśnia Oleksicki.

    Ulica Lipowa miała być swego rodzaju osią łączącą kolosy - najbardziej reprezentatywne punkty miasta, czyli kościół św. Rocha i Pałac Branickich. Przed kościołem miała się pojawić zapierająca dech w piersiach, wręcz klasycystyczna kolumnada, a przed Pałacem Branickich wielka brama wjazdowa. Wokół rozłożystego placu u zbiegu ulicy Legionowej i Akademickiej miały powstać monumentalne gmachy z kolumnami. Podobnie zresztą jak przy pozostałych placach. Na środku Rynku Kościuszki Bukowski widział strzelistą budowlę z wysoką wieżą, która miała zastąpić rozebrany w 1940 roku przez Sowietów Ratusz.

    - Jeżeli zaś chodzi o samą zabudowę, to na budynkach powstałoby mnóstwo wszelkiego rodzaju zdobień, bogatych gzymsów i obramowań okien. Większość ważniejszych obiektów wyglądałoby jak dzisiejszy sąd apelacyjny, urząd wojewódzki czy dawny Dom Partii (zajmowany dziś przez Wydział Historyczno-Socjologiczny UwB).

    Oleksicki dodaje, że choć każda władza lubi monumentalizm, to koncepcje Bukowskiego okazały się zbyt dużą fantazją architektoniczną. Nawet jak na czasy socrealizmu.

    Żal po hotelu Ritz

    Na inne aspekty sprawy zwraca uwagę Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego.

    - Należy pamiętać, że Bukowski wraz z Paszkowskim przyłożyli rękę do wyburzenia XIX-wiecznej zabudowy wokół Rynku Kościuszki. To prawda, że po wojnie większość tych budynków była zniszczona, jednak można to było odbudować.
    Lechowski twierdzi, że zniszczono przez to historyczną tkankę miasta - wąskie zaułki, zagęszczoną zabudowę, niskie kamienice itd. Fragmenty takiego Białegostoku można dziś oglądać tylko na ulicy Kilińskiego i Waryńskiego.

    - Najbardziej żal hotelu Ritz, który został zburzony tylko dlatego, żeby nic nie zakrywało widoku na Pałac Branickich od strony północnej i wschodniej. To w końcu chodziło o miasto czy o pałac? - zapala się Lechowski.
    Inaczej na to patrzą członkowie białostockiego oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich, którzy na jednym ze swoich zebrań rozpoczęli dyskusję o planie Bukowskiego.

    - Bukowski chciał zlikwidować chaotyczną zabudowę i pogmatwane sieci ulic, wprowadzając w miejsce tego czytelne podziały na kwartały. Było to działanie bardzo logiczne - twierdzi Jerzy Tokajuk, prezes stowarzyszenia.

    Niezrealizowane pomysły

    Widać więc wyraźnie, z jakimi dylematami musiał się borykać Bukowski. Z jednej strony, warto było odnowić przedwojenne kamienice (choćby dlatego, że być może dziś mielibyśmy starówkę z prawdziwego zdarzenia), z drugiej, należało w jakiś sposób uczynić ze śródmieścia reprezentatywną część miasta, z budynkami użyteczności publicznej i przestrzeniami miejskimi (nawet za cenę odcięcia się od XIX i XX-wiecznej historii).

    Bukowski wybrał to drugie. Na pewno ze stratą dla specyfiki Białegostoku. Nie mówiąc już o przesadzeniu ze sprawą hotelu Ritz. Warto było mieć w mieście taki zabytkowy hotel.

    Urbaniści zwracają uwagę na funkcję, jaką w planie Bukowskiego pełniła zieleń miejska.

    - Mamy tu zieleń wokół kościoła św. Rocha i Pałacu Branickich oraz w innych ważnych punktach miasta. Dzięki temu Białystok zyskiwał na uroku. Moim zdaniem, najciekawszym - i niestety niezrealizowanym do dzisiaj - pomysłem Bukowskiego były szerokie bulwary nad rzeką Białą - komentuje Radosław Plichta z miejskiej komisji urbanistyczno-architektonicznej, również członek TUP.

    Tuż po wojnie prasa pisała, że Białystok ma szanse przekształcić się w rodzaj miasta-ogrodu, z licznymi ogrodami i parkami. Była to ciekawa wizja wprowadzenia zieleni na większych przestrzeniach. Można śmiało powiedzieć, że takie myślenie zapoczątkował w Białymstoku właśnie Bukowski.

    - Szkoda też, że nie zrealizowano przeprowadzenia drogi (osi pałacowej) biegnącej od pałacu poprzez przecięcie dzisiejszej ul. Skłodowskiej tuż obok Rybnego Rynku (przy dzisiejszym gmachu biblioteki uniwersyteckiej) i dalej, w stronę ul. Mazowieckiej. Byłoby to ciekawe rozwiązanie urbanistyczne - przekonuje Plichta.
    Bukowski lubował się w tworzeniu placów miejskich. Miały powstawać jak grzyby po deszczu, jeden obok drugiego i każdy większy od poprzedniego. Białostoczanie mieliby więc dziś nie jeden Rynek Kościuszki, a kilka, i to o wiele większych. Trzeba przyznać, że perspektywa dość intrygująca...

    - Z jednej strony to dobrze, bo dzięki temu poszerzała się przestrzeń miejska, ale trzeba zwrócić uwagę na to, że place muszą mieć odpowiednią lokalizację. Moim zdaniem, ta ostatnia była fatalna, jeżeli chodzi o plac w okolicy Rynku Siennego. Mogłyby przez to powstać problemy komunikacyjne - uważa Tokajuk.

    Architekt romantyk?

    O tego typu problemach mówi też inny członek TUP. - Od razu widać, że plan ten wyszedł spod ręki architekta, a nie planisty - mówi Andrzej Chwalibóg, znany białostocki architekt. - Jeżeli w latach 40. przyjęto by koncepcję Bukowskiego, mielibyśmy dziś kłopot z szybkim poruszaniem się po centrum. Szczególnie samochodem.

    Kto wie, być może tego typu dylematami kierowały się władze, odrzucając w 1947 r. plan Bukowskiego i powołując zespół pod kierownictwem prof. Ignacego Tłoczka? Miał on uaktualnić stworzony przez siebie tuż przed wojną plan zabudowy centrum.

    Zakładał on m.in. stworzenie arterii przelotowej wzdłuż rzeki Białej czy włączenie zespołu pałacowego w nową kompozycję osiową, obejmującą swym zasięgiem Bojary na wschodzie i dawną dzielnicę żydowską na zachodzie.

    Po planie Bukowskiego pozostało zrealizowane w międzyczasie przebicie ul. Legionowej do Sienkiewicza. I oczywiście wspomnienie o niemal romantycznej próbie stworzenia monumentalnego śródmieścia Białegostoku.

    Kurier Poranny    

    Miasto odzyskane z ruin

    (pio) 27 maja 2003

    Około 1948 roku do Białegostoku zjeżdżają inżynierowie-architekci: Władysław Paszkowski i Stanisław Bukowski. Kariery zaczynali jeszcze w międzywojniu. Swoje pierwsze szlify zdobywali w znakomitej, wileńskiej szkole architektury. Jeszcze w tym samym roku wojewódzkim konserwatorem zabytków został Władysław Paszkowski, który przyjął do swojej pracowni architekta Stanisława Bukowskiego. Oni też zaczęli odbudowywać Białystok. To dzięki nim centrum miasta wygląda dziś tak, jak wygląda.

     (ze zbirów Piotra Sawickiego)

    Najpierw elektrownia

    Pierwszym obiektem, który zaczęli odbudowywać była elektrownia przy ul. Elektrycznej. Około 1948 Bukowski, na wniosek Paszkowskiego, stworzył pracownię konserwacji zabytków w Białymstoku. Pracownia zajęła się przede wszystkim rekonstrukcją Pałacu Branickich. "Braniccy" byli oczkiem w głowie Bukowskiego. Potem była Astoria, Pałac Gościnny, biblioteka, komora celna na Wysokim Stoczku (domek Napoleona) i Ratusz. W 1944 r., jeszcze w ruinach Pałacu Branickich, zorganizowano pierwszą wystawę. To był pomysł Paszkowskiego. Wystawa była zalążkiem pierwszego białostockiego muzeum, które przez jakiś czas mieściło się w pałacu.
    W tamtych czasach nie było mile widziane, aby urzędnicy państwowi projektowali na rzecz kościoła. Mimo to Bukowski projektował kościoły w Dojlidach i Chodorówce. Zaprojektował też witraże do kościoła Św. Rocha.


    Walka z głupotą

    Trudno dziś ocenić, jakim nakładem sił wgryzali się w ruiny miasta. Walczyli nie tylko z rumowiskiem, ale i z głupotą możnych czasów, w których przyszło im żyć. Paszkowski potrafił walczyć z uporem o swoje idee, nie dopuszczając na przykład do wyprostowania ulicy Mickiewicza, która - według ówczesnych "koncepcji" urbanistycznych - miała biec w stronę Rynku Kościuszki przez... teren dziedzińca Pałacu Branickich. Paszkowski za odmowę wykonania zadania trafił do aresztu, z którego wyciągnął go dopiero Jan Zachwatowicz, generalny konserwator zabytków. Bez Bukowskiego i Paszkowskiego odbudowano by Białystok. Nie wiadomo tylko, jak by wyglądał. Natomiast oni nadali miastu charakter: odbudowali główne zabytki, zorganizowali układ przestrzenny, zachowując (przynajmniej we fragmentach) XVIII-wieczny charakter miasta.


    Pasja fotografowania

    Ogromną pasją Władysława Paszkowskiego było fotografowanie. Fotografował wszystko, jak leci. Ruiny, zabytki, kościoły, sposób ułożenia kostki brukowej na rynku w Jedwabnem. Przedwojenną Leicą, która kosztowała wówczas tyle, ile dobra krowa, wykonał dziesiątki tysięcy zdjęć. To one tworzą w większości, aż do dziś, ogromne archiwum wojewódzkiej pracowni konserwacji zabytków. W Muzeum Historycznym w Białymstoku (przy ul. Warszawskiej) obejrzeć można wystawę pt. "Powojenna Odbudowa Białegostoku". Jedna jej część ukazuje obraz zniszczeń powojennych. Część druga natomiast ilustruje powolne podnoszenie się miasta z popiołów. Zaprezentowane na wystawie fotografie pochodzą w większości z archiwum Władysława Paszkowskiego. Wystawa czynna jest do końca czerwca.



    Nowy białostocki stadion - zaprojektowany dodano: 2009-06-05 12:24:09

    Nowy białostocki stadion
    - zaprojektowany

    Andrzej Kłopotowski, 2009-06-04, 

    W końcu przedstawiono projekt nowego stadionu piłkarskiego, który ma powstać przy ul. Słonecznej


    Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

    Dlaczego nie zostałem architektem dodano: 2008-12-25 21:09:57

    Dlaczego nie zostałem architektem

    Bardzo często zdarzało mi sie słyszeć to pytanie, w kontekście wyboru moich studiów.
    – Dlaczego nie architektura ?!
    Miałbyś potem tak łatwo
    – firma po ojcu...
    – No tak. Ojciec, dziadek, wujek...
    Nie dziękuję! Wolę
    pójść własną drogą.
    Ostatnio przyszedł dla mnie czas refleksji nad tą pozornie banalną ripostą. Nie zostałem architektem nie dlatego, że często na drodze zawodowej natykałbym się na swoją rodzinę. Nie zostałem architektem również nie z powodu przesytu tematyki architektonicznej w swoim dotychczasowym życiu – bo do tego sprowadzała się każda dyskusja w rodzinie. W końcu nie zostałem architektem, nie z powodu braku talentur ysunku, mógłbym przecież wyuczyć się go, jak czyniąto moi rówieśnicy.
    Nie zostałem architektem dlatego, że nie lubię polskiej architektury. Nie tej przez duże „A”. Gdyż tę podziwiam – za sprawą genialnych obiektów architektury powojennej, czy współcześnie powstającej. Mam awersję do wszystkiego tego, co wykracza poza sferę architektury. Jestem naocznym świadkiem całej otoczki, która przysłania treść tego szlachetnego zawodu. Środowisko architektów stało się dla mnie negatywną grupą odniesienia, uosabiającą najgorsze przywary: kolesiostwa i prywaty. Nie od dziś obserwuję jak wygląda konkurs, przetarg, nie zawsze czysto rozstrzygnięte. Celowo zestawiam te określenia obok siebie, bo czy mają one jeszcze różne znaczenia? Pod tym wszystkim dawno zagubiła się istota sztuki. Liczy się tylko to, kto częściej pokaże się w reklamie, kolorowej gazecie czy na wyjeździe sponsorowanym.
    Nie jest tematem zainteresowania jakość,
    styl czy etyka. Nie dba się w najmniejszym stopniu o dziedzictwo narodowe jakim jest architektura oraz urbanistyka. Wciąż słychać sprzeciwy, krzyki, awantury. Rzadziej zaś czynny odpór złym praktykom zawodowym, czy głupocie urzędników. W sprawach kluczowych jak inwestycje kulturalne i historyczne, uderza przede wszystkim brak wspólnych inicjatyw, pomysłów, idei na przyszłość. Środowisko polskich architektów to od lat te same twarze, te same jałowe dyskusje, w końcu ta sama niewyraźna kondycja polskiej architektury. Zamiast konstruktywnych dyskusji są spory o artykuły, prawa, nagrody i wyróżnienia. Na tym wszystkim cierpi nie tylko czyjaś urażona dumaczy ambicja. Cierpi przede wszystkim młode utalentowane pokolenie, próbujące wybić się poza rodzime podwórko, na którym nie jest nawet w pełni dostrzegane. Najwyższa pora, aby w kolejnym środowisku zawodowym, dokonały się radykalne zmiany ideowe, programowe i polityczne. Drodzy Państwo, dajmy szansę młodym.
    .
    Maciej Bulanda

    Od redakcji: Powyższy tekst, choć nieco zaczepny w formie, publikujemy z nadzieją, że skłoni on do polemiki na łamach „Komunikatu”.

    Maciej Bulanda - syn znanych architektów Bulandów, wnuk prof. arch. Konrada Kuczy-Kuczyńskiego.
    Tekst zaczerpnięty z Komunikatu ZG SARP nr 11/12'2008
    Liczymy na polemikę na naszej stronie. Młode pokolenie prosimy o głos. ian.


    Trwają prace Zespołów uczestniczących w Konkursie architektonicznym na Kampus zorganizowanego przez Uniwersytet w Białymstoku. dodano: 2008-10-01 16:22:22

    Niebawem rozstrzygnięcie 1 etapu konkursu na Kampus zorganizowanego przez Uniwersytet w Białymstoku. Organizatorzy spodziewali się dużej ilości prac konkursowych, z których w 1 etapie wybraliby 5 do dalszego konkurowania. Z informacji niejawnych wynika, że nadesłano dużo poniżej 10 prac. Niezbyt to obfity plon, jak na niemal dwa lata przygotowań inwestycji, w porównaniu do konkursu na Bibliotekę Politechniki Białostockiej zorganizowanego przez SARP, gdzie złożono niemal 30 prac. Z jakichś nie znanych nam powodów władze Uniwersytetu nie chciały współpracować przy tym konkursie ze Stowarzyszeniem Architektów Polskich i tylko dla zatarcia złego wrażenia zaproszono do prac w jury konkursowym Prezesa białostockiego SARP-u - Mirosława Siemionowa. Jednak nie pomogło to już w zwiększeniu frekfencji biorących udział w konkursie. A szkoda.
    Pełna specyfikacja warunków konkursowych jest dostepna na stronie Uniwesrsytetu w Białymstoku w zakładce zamówienia publiczne. Poniżej zamieściłem główne założenia konkursu, skład jury konkursowego wyjęte z ogłoszenia o konkursie. 
    Zamieściłem też do celów porównawczych opracowanie koncepcyjne z czerwca'2007 autorstwa Pana prof. arch. Witolda Benedeka oraz opracowany i  obowiązujacy Miejscowy Plan Zagospodarowania Przesrzennego dla tego terenu. Ciekaw jestem prac konkursowych i ich autorów. Co nowatorskiego wycisnęci z tak jednoznacznych i sztywnych ustaleń Panu. 
    Niebawem myślę odbedzie się dyskusja pokonkursowa.
    (ian)
              

    Konkurs na Opracowanie koncepcji urbanistyczno-architektonicznej Kampusu Uniwersytetu w Białymstoku przy ul. Ciołkowskiego.

    (fragmenty z ogłoszenia w biuletynie zamówień)
    Celem konkursu jest uzyskanie optymalnego projektu zagospodarowania terenów przeznaczonych pod budowę
    Kampusu Uniwersytetu w Białymstoku w rejonie ul. Ciołkowskiego, 11 Listopada i Letniska z obiektami owysokim standardzie rozwiązań architektonicznych odpowiadających randze uczelni.Celem konkursu jest również wyłonienie Autora (Zespołów Autorskich), który zostanie zaproszony do negocjacjiw trybie zamówienia z wolnej ręki na opracowanie dokumentacji projektowej na pięć obiektów zespołu A i B wraz z niezbędnymi przedmiarami i specyfikacjami technicznymi wykonania i odbioru robót, kosztorysamiinwestorskimi oraz dokumentacją wykonawczą niezbędną do realizacji poszczególnych obiektów, a takżepełnienie nadzoru autorskiego.  

    Imiona i nazwiska wybranych członków sądu konkursowego

    1. prof. dr hab. inż. arch. Marian Fikus
    2. mgr inż. arch. Stanisław Łapieński-Piechota - PdOIA
    3. prof. dr hab. inż. arch. Krzysztof Dyga
    4. dr inż. arch. Bartosz Czarnecki - WA PB
    5. mgr inż. arch. Eulalia Matwiejuk - TUP
    6. mgr inż. arch. Ryszard Rozumiłowski - UM Białystok
    7. mgr inż. arch. Mirosław Siemionow - SARP Białystok
    8. mgr inż. arch Bolesław Stelmach
    9. dr hab. Marek Proniewski, prof. UwB
    10. mgr Tomasz Zalewski 

     

    W zakładce "WYDARZENIA" zamieściliśmy wizualizację koncepcji Kampusu Uniwersyteckiego autorstwa profesora Benedeka z Warszawy oraz plansze Planu Zagospodarowania Przestrzennego opracowanego w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Białymstoku. Niebawem - taką mamy nadzieję - zaprezentujemy prace konkursowe. A teraz proszę o głosy w tej sprawie. (ian)

     

     


    Rezydencje? Apartamenty? Nie, domki-mikrusy. Po co dużo płacić za duże mieszkanie i ciągle w nim sprzątać? Minimalizm kontra konsupcjonizm? To dzieje się w Stanach Zjednocznonych Ameryki. dodano: 2008-07-24 21:00:22

    Rezydencje? Apartamenty?
    Nie, domki-mikrusy

    tekst Karolina Domagalska, 2008-07-20, 

    Po co dużo płacić za duże mieszkanie i ciągle w nim sprzątać? Są tacy, którzy rozmiar XXL zamienili na XS


    Źródło: Wysokie Obcasy

    Po ... latach dumania i szukania lokalizacji - Zarząd województwa podlaskiego ogłosił przetarg na opracowanie całościowej koncepcji budowy lotniska !!!??? dodano: 2008-06-23 20:40:22

    Białystok - Przetarg na dokumentację lotniska regionalnego

    2008-06-17 Gazeta.pl pap, kika   

    Zarząd województwa podlaskiego ogłosił przetarg na opracowanie całościowej koncepcji budowy lotniska
    Źródło: Gazeta Wyborcza 


    Warszawa - Norblina nie można zburzyć - Zabytkowa fabryka Norblina potrzebuje inwestora z klasą! A czy my pozwolimy na bezkarne wyburzenie starego Białegostoku? dodano: 2008-06-16 21:31:48

    Warszawa - Norblina nie można zburzyć - analiza

    2008-06-13 Gazeta.pl Tomasz Urzykowski

    Zabytkowa fabryka Norblina potrzebuje inwestora z klasą, który zatrudni dobrych architektów, kulturalnie połączy stare z nowym i stworzy niepowtarzalne miejsce na mapie Warszawy. Niestety, obecny właściciel zachowuje się jak prymitywny cwaniak.

    Szanowni Białostoczanie! 
    W Warszawie środowiska archtektoniczne, konserwatorskie ale też wszyscy, którym leży na sercu spuścizna historyczna ich miasta starają się przeszkodzić wyburzeniu zabytkowej fabryki świadczącej o korzeniach tego miasta. U nas do wyburzeń doprowadza Zarząd Miasta Białegostoku przy aktywnym udziale Służb Konserwatorskich. Wyburzono właśnie zdrowy budynek pofabryczny z końca XIX wieku przy ul. Orzeszkowej, teraz Prezydent przygotowuje dokumentację zakładającą wyburzenie czterech XIX-wiecznych kamienic przy ul. Branickiego. Pani Konserwator podpisała osobiście decyzję dającą zgodą na ten wandalizm. Nasze miasto odarte z historii przez wojny i czas sowieta, teraz jest okradane z zabytków przez tych, którzy o te relikty starego Białegostoku powinni zadbać. Nie wiem czy jest jakaś szansa na ich uratowanie. Głupota i ignorancja wygra po raz kolejny? (ian)    

    Warszawa - Fabryka Norblina pozostaje zabytkiem

    Taką decyzję podjął wczoraj wiceminister kultury Tomasz Merta. Unieważnienia wpisu historycznych zakładów do rejestru zabytków domagał się syndyk masy upadłościowej ich dawnego właściciela.

    2008-06-16 Gazeta.pl Tomasz Urzykowski

    Tak więc nasze białostockie kamienice przy ul. Branickiego nie miały szans, nie były wpisane do rejestru zabytków. (ian)


    Szyldy i reklamy to też śmieci! A jak jest z tym w Białymstoku? dodano: 2008-04-11 09:39:51

    KRAKÓW - Szyldy i reklamy to też śmieci! 

    Po raz kolejny "Gazeta Wyborcza" wypowiada wojnę paskudnym reklamom, które porastają fasady zabytkowych kamienic, rujnując przez to widok na najpiękniejsze miejsca Krakowa. Aż trudno uwierzyć, że ten problem wciąż nie jest rozwiązany nawet w najstarszej części miasta.

     
    2008-04-08 Gazeta.pl Dawid Hajok

    Wzorując się na Krakowie - proponuję byście rozejrzeli się wokół i dostrzegli tę brzydotę wynikającą z zaśmiecenia przestrzeni miejskiej reklamami, banerami, szyldami i wszelkiej maści pseudoinformacji wizualnej także w naszym mieści - Białymstoku. Mam wrazenie, że u nas nad tym nie panuje nikt!? To wszystko razem wrzeszczy, hałasuje, zamazuje architekturę budynków, szarpie ulice, dezorientuje i po prostu psuje miasto. Popatrzcie świeżym okiem. Napiszcie coś lub przyslijcie fotkę. Może zrobimy chociaż "galerię" fotek takich miejsc i wyślemy je Plastykowi Miejskiemu jako ściągawkę do działań na rzecz odzyskania "plastyki" miasta. (ian)  

    Stoi buda przy Mazowieckiej. Tropem TOP-u

    Not. jame, 2008-04-11,

    Od co najmniej dwóch lat przy ul. Mazowieckiej, tuż obok komisu samochodowego, stoi obskurna zdemolowana buda. Takie ruiny wyglądają fatalnie niezależnie od tego, gdzie się znajdują. Ta buda szpeci niemal centrum miasta. Czy straż albo inne służby magistratu nie mogą wyegzekwować od właściciela, żeby coś z ruderą zrobił? Jeśli nie ma pomysłu na wykorzystanie, to niech ją usunie.

    Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
    .
    A na razie wciąż stoi i szpeci. Takich brudów miejskich (dosłownie będących własnością Gminy Białystok) jest w Białymstoku dużo. To może by tak straż miejska zamiast wyłapywać i dawać mandaty za parkowanie w strefie parkowania bez biletu czy zamiast badać prędkość jeżdżących białostocczan (to w końcu zadania policji), zająła się tymi brudami. To w końcu są służby miejskie. Idzie wiosna - czas na gruntowne miejskie porządki. Dzwoni budzik prezydencki! (ian)

    Kupcy z pl. Grunwaldzkiego będą mieli halę - tak będzie we Wrocławiu a w Białymstoku ? dodano: 2008-03-28 14:01:57

    Wrocław - Kupcy z pl. Grunwaldzkiego będą mieli halę

    Handlowcy z nieistniejącego już targowiska na pl. Grunwaldzkim w przyszłym roku przeniosą się do nowoczesnej hali targowej przy Namysłowskiej. Budowę w całości sfinansuje miasto

     
    2008-03-25 Gazeta.pl Piotr Walczak

    Plac Inwalidów - niedawno XXX-lecia "czegoś tam" lub tzw. Zgromadzeń w Białymstoku. Miały to być białostockie "sukiennice". A plac z "kwiaciarkami" byłby Placem miejskim z atrkacyjnym programem. To był rok 2000. To już taki stareńki projekt! A na miejscu stadionu Jagiellonii miał być... też stadion Jagiellonii, ale z programem towarzyszącym (megamarket, bary, usługi, biura, hotel i takie tam). Wtedy w Jadze rządził jeszcze Mojsiuszko. Kliknij na linki to obejrzysz wizuallizacje.

    C:\Documents and Settings\user\Pulpit\Plac2.htm

    C:\Documents and Settings\user\Pulpit\Plac2.htm

    Jak by co to mam jeszcze wszystkie rysunki. Tak się skłąda, że "sukiennice" to mój osobisty projekt. Projekt Stadionu Jagi też. To te z listy tych "zabortowanych" przez nieczułych urzędników. ian

    Strona: 1 / 1